Kobiety – Usłysz mój głos

Tagi

,

Vivian Walker – Córka Jednego z Nich/Anioł Lucyfera

Ulica. Miejsce najgorsze dla dziecka. Dla dziewczyny. Tam się wychowałam, skoro nie było nikogo, kto mógłby się mną zająć. Czy kogoś to obchodziło? Nie. By przetrwać, musiałam się upodlić. W rękach innych byłam tylko przedmiotem, zabawką, która odczuwa ból, ale kogo to obchodzi? Ulicznica, dziwka. Nikt się nie przejmował konsekwencjami upojnej nocy.
Mnie nie czeka macierzyństwo, ale zbyt wiele już widziałam. Uliczne dzieci z brzuchami błagające o litość. Ileż ulicznic traciło dzieci, nim je urodziło? Zbyt wiele. Jeszcze więcej same robiły wszystko, by niechciany kłopot zniknął. I żadnej opieki medycznej. Wykrwawiały się w bólach, bo coś poszło źle. A porody? Nie chcę sobie tego nawet przypominać. W zaułku, w ruinach, na zimnym betonie, wśród śmieci. Jeśli ktoś z bandy wiedział cokolwiek, było łatwiej, ale czasami nie było nikogo, kto chociażby wsparł taką dziewczynę psychicznie. Ból i strach – tego nauczyła nas dziewiętnastowieczna ulica. Czytaj dalej

Reklamy

Rozdział 96.

Tagi

Jesień na dobre rozgościła się w Soul Society, wieczorne chłody coraz częściej przeganiały shinigamich z letnich miejscówek, warty narzekały na zimno i niekiedy łatwiej było im ulec pokusie dogrzania się sake na służbie. Gdy zostali przyłapani, kara była surowa. Dowódcy nie zamierzali przymykać na to oczu.
Początek dnia był jak zwykle: szybkie śniadanie z Kirą, powrót do siebie, żeby się przebrać, ogarnięcie Renjiego, nim Kuchiki pojawi się w biurze. Kac w ogóle nie przeszkadzał Corrie, zresztą Izuru szybko się tym zajął, żeby nie umierała przez resztę dnia.
Uniosła brew, gdy drzwi mieszkania Abaraia otworzyła jej Rukia. Z rumieńcem na policzkach wyglądała całkiem uroczo.
– Rozumiem, że mój vice-kapitan podniósł się już z wyrka? – zapytała, słowem nie komentując tego, co zaszło w nocy.
Cieszyła się ich szczęściem, choć wiedziała, że to nie będzie takie proste. Nie z Byakuyą, który z każdym dniem był surowszy dla swego zastępcy.
– Tak, zaraz do ciebie dołączy. Renji, wychodzę – rzuciła w głąb mieszkania. – Na razie, Corrie.
– Miłego dnia, Rukia. Czytaj dalej

Rozdział 95.

Tagi

Byakuya nie miał pewności, czy postępuje dobrze. Cała ta sprawa przeszłości Corrien była nieco skomplikowana. Z jednej strony porzuciła obowiązki wobec rodu i władcy, za co tutaj postawiono by ją przed sądem. Złamała prawo, do tego jej wiarygodność drastycznie spadła. Jak może zaufać takiemu Oficerowi bez obawy, że ten nie wycofa się tchórzliwie w najmniej odpowiednim momencie? Ustanowił ją Trzecim Oficerem, była więc odpowiedzialna za cały Oddział. Czy nadal zasługuje na to stanowisko?
Z drugiej strony widział, jak się zmieniła przez te lata spędzone w Seireitei. Pomimo ukrywania przeszłości była bardzo szczera, czasami za bardzo. Doskonale pamiętał moment, kiedy wpadła do jego biura, żeby mu nawrzucać za Rukię, choć nie miała o niczym pojęcia. Nie chodziło jej nawet o jego siostrę, której nie miała okazji poznać, ale o Renjiego, z którym się zaprzyjaźniła. To właśnie dla przyjaciół robiła to wszystko. Byakuya nie miał pojęcia, czy miała kogoś bliskiego na Dworze Wiatru, ale podejrzewał, że nie. Należała do arystokracji, tam zasady były ważniejsze od więzi pomiędzy ludźmi, do tego rola, którą jej narzucono… Nic w tym dziwnego, że aż tak trzymała się tych, którzy ją zaakceptowali i obdarzyli uczuciami. Nie mógł jej winić, że chce tu zostać.
Tylko to nie było takie proste, skoro przybył po nią sam władca Dworu Wiatru. Trochę to dziwne, że jedna z konkubin robi aż takie zamieszanie, ale chyba nie chciał wiedzieć, co się za tym kryje. Corrien sama mogła nie zdawać sobie z tego sprawy, a i tak już była obarczona sporą odpowiedzialnością. Czytaj dalej

Rozdział 94.

Tagi

Od samego rana w Seireitei czuć było napięcie. Wieść o „gościach” już się rozeszła, także fakt, że Corrien Shiroyama była w to jakoś zamieszana, ale nikt nie znał wszystkich szczegółów. Zaczęły się domysły i po Oddziałach chodziły coraz bardziej fantastyczne opowieści. W Szóstce za to atmosfera zrobiła się napięta, wszyscy unikali kapitana i Corrie, by ich nie rozdrażnić. Wystarczyło, że intensywniej niż zwykle było czuć ich reiatsu. Sprawa musiała być poważna.
Corrie była niewyspana. Dawno nie miała do dyspozycji tak wygodnej pościeli, ale niepokój nie pozwolił jej zmrużyć oka dłużej niż na kilka minut, po których budziła się gwałtownie. I tak przez całą noc. Nic to, że w rezydencji rodu Kuchiki była bezpieczna. Jej podświadomość przez cały czas oczekiwała ataku.
Byakuya nie zapytał, jaką decyzję podjęła. Albo się domyślił albo opanował ciekawość. Corrie podejrzewała oba te rozwiązania. W tym przypadku było to możliwe. Nie zapytała jednak, co o tym wszystkim myśli. Raz, że wydawało jej się to nie na miejscu, dwa, że chyba nie chciała wiedzieć. Czytaj dalej

Rozdział 93.

Tagi

Minęły dwa dni od napaści Dworu Wiatru na Seireitei. Zaczęły się już prace nad odbudową zniszczonej bramy, poszkodowani vice-kapitanowie odzyskiwali zdrowie pod opieką kapitan Unohany i wrócił spokój. Co prawda wszyscy byli nadal oburzeni atakiem, ale jedynie najwyżsi rangą oficerowie znali dokładne przyczyny. Shinigami postawieni niżej nie wiedzieli o roli, jaką we wszystkim odegrała Corrie. Kapitanowie stwierdzili, że mogłoby to popsuć morale i pozbawić Shiroyamę zaufania podwładnych. Była Trzecim Oficerem Szóstego Oddziału – to coś znaczyło, a mogło też źle wpłynąć na opinię o kapitanie Kuchikim, który ją awansował.
Corrie nie ominęły konsekwencje. Co prawda nie straciła stanowiska i przywilejów związanych z rangą, ale było widać, że Kuchiki traktuje ją z pewnym chłodem. To bolało – dotąd kapitan jej ufał i przymykał oko na część jej wybryków, teraz to straciła. Do tego wielu jej przyjaciół milczało przez te dwa dni. Oczywiście rozumiała ich powody – zachowała dla siebie coś, co okazało się być kluczowe dla ochrony Seireitei. Do tego wykazała się brakiem zaufania, co ich zraniło. Musiało zaboleć zwłaszcza, że mieli za sobą zdradę Aizena. Może Corrie nie zamieniła się nagle w kogoś innego, ale i tak pewien pryzmat pozostał. Mogli nie chcieć mieć z nią już nic wspólnego. Czytaj dalej

Rozdział 92.

Tagi

W Czwartym Oddziale wrzało jak w ulu. Zawsze mieli sporo roboty. Do nich należało uporządkowywanie terenów Seireitei, ale naczelnym zadaniem nadal było przywracanie zdrowia shinigamim. Choroby, rany odniesione w walce z Pustymi czy w czasie bójek – zawsze coś się znalazło. Nie mogli narzekać na brak pracy.
Atak ryoka wprawił cały Oddział w jeszcze większy ruch. Byli przygotowani na przyjęcie wszystkich rannych w ewentualnej walce i choć w efekcie jedynie trzech vice-kapitanów zostało otrutych, to przybyło nieco pracy. Pozostał też niepokój o dalszy rozwój sytuacji. Nikt jeszcze nie znał dokładnych szczegółów, a wiele odpowiedzi mogła udzielić Corrie, która znała tych ryoka.
Teraz jednak kierowała działaniami grupki medyków, których zadaniem było stworzenie antidotum. Chwilę wcześniej Trzecia Oficer pokrótce wyjaśniła sytuację kapitan Unohanie, by móc działać. Dowódczyni Czwórki poleciła jej przekazanie wszystkich potrzebnych informacji medykom, sama zaś nadzorowała stan zdrowia poszkodowanych. Czytaj dalej

Rozdział 91.

Tagi

Przebudziła się tuż przed świtem. Kira tuż obok nawet się nie poruszył, gdy wysunęła się spod jego ramienia. Cicho wyszła z sypialni, zabierając ze sobą koc. Zatrzymała się dopiero na werandzie. Usiadła z nogami przyciągniętymi do siebie, otulona w koc i obserwowała niebo.
Wiedziała, że ponownie nie zaśnie. Wspomnienia zamieniły sen w koszmar, o którym chciała jak najszybciej zapomnieć. Minęło już sporo czasu, odkąd nie była członkiem Dworu Wiatru. Chyba niespecjalnie jej szukali, skoro do tej pory nikt się nie zjawił. Nie była w sumie nikim ważnym, Shizumo mógł obejść się bez niej, więc mogła żyć normalnie wśród shinigamich.
Jednak od jakiegoś czasu towarzyszył jej nieokreślony niepokój. Nie do końca potrafiła go zinterpretować, ale wiedziała, że wiąże się z jej przeszłością. Nie chciała nikogo tym obarczać, więc lekceważyła problem. Nie wiedziała jednak, jak długo jeszcze wytrzyma. A może sytuacja sama się rozwiąże bez jej udziału.
Na razie siedziała zaniepokojona i rozdrażniona na werandzie mieszkania Kiry i pozwoliła myślom płynąć we wszystkich kierunkach. Cisza poranka działała na nią kojąco, powoli nocna mara odchodziła w głąb świadomości, pozostawiając jedynie niesmak. Czytaj dalej

Ci, którzy odeszli

Tagi

Zawsze odchodziłeś, nie mówiąc mi, dokąd idziesz. Nie znosiłam tego w Tobie. Mimo to zawsze czekałam. Sądziłam, że lubisz mnie w ten sposób denerwować. Miałeś coś w sobie z takiego złośliwego chochlika, sprytnego liska, który płata innym figle. Uwielbiałeś patrzeć, jak się denerwuję i wygarniam Ci, że to już ostatni raz na Ciebie czekam. Oboje wiedzieliśmy, że to czcze pogróżki, bo po każdym wybuchu potrafiłeś mnie ułagodzić.
Nigdy do końca nie potrafiłam Cię zrozumieć. Czemu odchodzisz, nie mówiąc, dokąd. Czemu się tak zachowujesz i robisz innym krzywdę. Nic jednak nie mówiłam, tylko obserwowałam, jak pomalutku niszczysz to dziecko. Sama też nie jestem bez winy. Nie powstrzymałam Cię, nawet nie próbowałam. Siedziałam cicho i patrzyłam, jak każdego dnia coraz bardziej go przytłaczasz. Było już zbyt późno, gdy się z nim zaprzyjaźniłam. Ta marna próba sprawiła tylko, że ani ja ani on nie byliśmy aż tak samotni, gdy odszedłeś. Czytaj dalej

Rozdział 90.

Tagi

Od samego rana Renji był jakiś nieswój i Corrie nie wiedziała, o co mu chodzi. Co chwilę o czymś szeptali z kapitanem, co było nieco dziwne. Normalnie nikt w biurze nie ściszał głosu – jeśli chcieli porozmawiać na osobności, wychodzili do ogrodu albo odsyłali osobę, która nie powinna słyszeć treści. Przy kapitanie natomiast nie zaczynało się pewnych tematów.
O nic jednak nie pytała zagłębiona w oblanych herbatą raportach z ostatnich misji Oddziału. W sumie to Renji powinien się tym zająć, skoro zalał je na kacu. Miała własne obowiązki do wykonania, ale jeszcze tym razem się zlitowała. Przy tym obiecała sobie w myślach, że następnym razem nie ściągnie go z kwater Matsumoto i będzie się sam tłumaczył przed Kuchikim. Może to go nauczy ostrożności i myślenia o tym, co robi.
Renji zbliżył się do biurka i oparł o nie, obserwując pracę przyjaciółki. Przez chwilę nie zwracała na niego uwagi, choć irytowało ją jego zachowanie.
– Co jest? – zapytała, odkładając pióro.
– A co ma być? – odparł. Czytaj dalej

Rozdział 89.

Tagi

Stukot drewnianych mieczy unosił się w gorącym powietrzu wraz z bitewnymi okrzykami. Powtarzane sekwencje sprawiły, że shinigami zapominali o upale, w którym przyszło im trenować. Traktowali to poważnie, a Renji nie pozwalał im zapomnieć, że to może kiedyś uratować życie. Żarty odłożył na bok.
W cieniu jednego z drzew siedziała Corrie nad raportami. Postanowiła wyjść z biura i zmienić trochę otoczenie, zaś Kuchiki nie miał nic przeciwko. Przy okazji mogła obserwować swych podwładnych i zaznaczyć wyróżniające się jednostki. Takich shinigamich warto nagradzać, bo tymi, którzy się obijają, Renji zajmował się osobiście. Szybko prostował ich charaktery.
W Seireitei panował względny spokój. Wszystko zostało już wyjaśnione, a ostatnie plotki wygaszone przez czas. Nastał niemal sielankowy nastrój, choć Corrie nie mogła uwolnić się od niepokoju. Niby wszystko było w porządku, a jednak coś nie dawało jej normalnie spać. Może czuła, że to wszystko jest zbyt idealne? Nastały czasy spokoju, nie wisiała nad nimi groźba wojny i ofiar. Czyżby kwestia przyzwyczajenia? Nie była pewna, a Yukikaze lekceważyła jej lęki. Zanpakutou uważała, że teraz jest najlepszy czas, by w spokoju osiągnąć odpowiedni poziom mocy, by nie musiały się martwić o bezpieczeństwo najbliższych. By stać się na tyle silną, by wszystkich ochronić. Martwienie się na zapas niczego nie zmieni. Czytaj dalej